- GAMP
Szwajcarska lekcja innowacji. Dominika Gawara o wizycie studyjnej w CERN, EPFL i Genewie

W dniach 22-25 czerwca 2026 roku przedstawicielka GAMP, Dominika Gawara – COO i Board Member – wzięła udział w wizycie studyjnej do Szwajcarii, organizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego w ramach projektu „Innowacyjne Lubuskie”.
Program wyjazdu obejmował spotkania i wizyty w miejscach, które pokazują, jak w praktyce łączyć naukę, biznes, technologię i międzynarodową współpracę. Wśród nich znalazły się m.in. United Nations Office at Geneva, Stałe Przedstawicielstwo RP przy Biurze ONZ w Genewie, Switzerland Innovation Park EPFL, FONGIT oraz CERN – jeden z najważniejszych ośrodków badawczych na świecie.
Po powrocie Dominika przygotowała obszerną relację – nie tylko zapis odwiedzonych miejsc, ale też osobistą, wnikliwą refleksję o innowacyjności, transferze wiedzy, współpracy nauki z biznesem i tym, czego lubuskie firmy mogą uczyć się od szwajcarskiego ekosystemu technologicznego.
Zapraszamy do lektury jej tekstu.

Dzień 1 – Wizyta w ONZ
Naszą misję rozpoczęliśmy od wizyty w Biurze Narodów Zjednoczonych w Genewie. Spotkanie poświęcone było systemowi zamówień publicznych ONZ, czyli temu, w jaki sposób jedna z największych organizacji na świecie kupuje produkty i usługi od przedsiębiorców z całego świata. Mieliśmy również okazję zwiedzić siedzibę ONZ i zobaczyć trwające obrady.
Przyznam, że jadąc tam spodziewałam się prezentacji o procedurach i dokumentach. Okazało się jednak, że to przede wszystkim prezentacja o zaufaniu.

Najważniejszą zasadą procurementu ONZ nie jest wybór najtańszej oferty, ale Best Value for Money. Oznacza to, że pod uwagę brana jest nie tylko cena, ale również jakość, trwałość, ryzyko, doświadczenie wykonawcy czy całkowity koszt użytkowania rozwiązania. Drugim filarem jest transparentność, uczciwa konkurencja oraz tzw. Client Centricity, czyli projektowanie całego procesu wokół rzeczywistych potrzeb organizacji, a nie samej procedury.
To szczególnie zwróciło moją uwagę. W naszej branży często powtarzamy, że bezpieczeństwo nie wynika z jednego dobrego narzędzia, lecz z dobrze zaprojektowanego systemu. W ONZ dostrzegłam bardzo podobne podejście. Każdy etap procesu – od analizy potrzeb i dialogu z rynkiem, przez ocenę ofert, aż po możliwość uzyskania informacji zwrotnej po zakończeniu postępowania – został zaprojektowany tak, aby ograniczać ryzyko i budować zaufanie do całego systemu, a nie do pojedynczych osób.
Dużym zaskoczeniem było dla mnie również to, jak otwarty jest cały ekosystem ONZ na współpracę z biznesem. Wszystkie organizacje korzystają z platformy United Nations Global Marketplace (UNGM), na której zarejestrowanych jest już ponad 526 tysięcy firm, współpracujących z 54 organizacjami systemu ONZ. Jedna rejestracja umożliwia udział w przetargach prowadzonych przez wiele agencji na całym świecie. Pomyślałam wtedy, że wielu polskich przedsiębiorców prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, jak realna jest możliwość współpracy z tak dużymi organizacjami międzynarodowymi.

Dzień 2 – Dyplomacja gospodarcza, CERN i szwajcarska filozofia jakości
Drugi dzień naszej misji rozpoczęliśmy od wizyty w Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie, gdzie spotkaliśmy się z Ambasadorem Mirosławem Broiło. Rozmawialiśmy o potencjale województwa lubuskiego oraz o możliwościach współpracy polskich przedsiębiorców ze Szwajcarią. Dowiedzieliśmy się również, że była to pierwsza w historii wizyta przedsiębiorców z naszego regionu w Ambasadzie RP w Genewie. Szczególnie doceniam sposób, w jaki przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego zaprezentowali nasz region. Myślę, że każdy z nas poczuł wtedy dumę z tego, że reprezentuje Lubuskie jako miejsce, w którym rozwijają się innowacyjne firmy i nowoczesny biznes.

Jednym z ciekawszych wątków rozmowy była również przyszłość współpracy polsko-szwajcarskiej. Ambasador zwrócił uwagę, że jednym z obszarów o największym potencjale jest cyberbezpieczeństwo. Odebrałam to jako ważny sygnał. W dobie rosnącej liczby cyberzagrożeń bezpieczeństwo cyfrowe staje się jednym z kluczowych filarów funkcjonowania państw, przedsiębiorstw i instytucji. To również obszar, w którym polskie firmy coraz częściej mogą konkurować kompetencjami, a nie tylko kosztami.
Drugą część spotkania poprowadził Ernest Zakrzewski z CERN, pochodzący z Nowej Soli. Już sam fakt, że osoba z naszego regionu współtworzy jedną z najważniejszych organizacji naukowych świata, był dla mnie bardzo inspirujący. Rozmawialiśmy o tym, czym tak naprawdę jest CERN i jaką rolę odgrywa we współczesnym świecie. Większość osób kojarzy tę organizację wyłącznie z Wielkim Zderzaczem Hadronów, jednak jej znaczenie jest znacznie szersze. To właśnie tam powstają technologie, które z czasem znajdują zastosowanie w medycynie, elektronice, informatyce, przemyśle czy sektorze kosmicznym. Warto pamiętać, że to w CERN opracowano również technologię World Wide Web.

Najbardziej zainteresował mnie jednak sposób myślenia o innowacji. W świecie nauki ogromne znaczenie ma własność intelektualna i pierwszeństwo odkryć. To globalny wyścig o wiedzę, której efekty często trafiają do biznesu dopiero po wielu latach. Jako osoba interesująca się startupami zaczęłam się zastanawiać, czy w Polsce nie oczekujemy zbyt szybkiego zwrotu z inwestycji w naukę. CERN pokazuje, że najpierw buduje się kompetencje, infrastrukturę i wiedzę, a dopiero później powstają technologie zmieniające całe branże. To długoterminowe podejście zrobiło na mnie ogromne wrażenie.
Rozmawialiśmy również o modernizacji Wielkiego Zderzacza Hadronów. Także nawet światowi liderzy nie mogą pozwolić sobie na zatrzymanie rozwoju, a innowacja nie jest projektem z datą końcową.
Po południu odwiedziliśmy Muzeum Patek Philippe. Spodziewałam się historii szwajcarskiego zegarmistrzostwa, a wyszłam z lekcją o budowaniu marki.

W świecie startupów bardzo często słyszymy hasła move fast, fail fast czy scale fast. Patek Philippe pokazuje zupełnie inną drogę.
Patek Philippe produkuje około 70-75 tysięcy zegarków rocznie, podczas gdy Rolex wytwarza ich ponad milion. To nie wynika z ograniczeń produkcyjnych, ale z przyjętej strategii. Najbardziej skomplikowane modele powstają przez wiele lat, są składane ręcznie przez najwyższej klasy zegarmistrzów i produkowane w bardzo ograniczonych seriach.
Spacerując po muzeum pomyślałam, że podobnie jest z budowaniem innowacyjnych firm. Nie zawsze wygrywa ten, kto rozwija się najszybciej. Czasami większą przewagą okazuje się konsekwencja, cierpliwość i skupienie na jakości. W świecie, który nieustannie przyspiesza, była to dla mnie bardzo cenna lekcja.

Dzień 3 – EPFL i Innovaud oraz CERN
Trzeci dzień naszej misji poświęcony był temu, na co czekałam najbardziej – szwajcarskiemu ekosystemowi innowacji. Podczas wizyty w Switzerland Innovation Park EPFL oraz spotkania z przedstawicielami Innovaud mogliśmy zobaczyć, jak w praktyce wygląda współpraca nauki z biznesem.
Największe wrażenie zrobiło na mnie to, że obie strony funkcjonują tutaj w prawdziwej symbiozie.
Uczelnie i instytuty badawcze zyskują dostęp do rzeczywistych problemów, które zgłaszają przedsiębiorcy, dodatkowych źródeł finansowania oraz możliwość komercjalizacji swoich badań. Z kolei biznes otrzymuje dostęp do światowej klasy naukowców, laboratoriów, nowoczesnej infrastruktury oraz najnowszych technologii, które mogą zostać wdrożone na rynek znacznie szybciej.

Podczas prezentacji padło również bardzo trafne stwierdzenie, które szczególnie zapadło mi w pamięć – nie każdy naukowiec jest przedsiębiorcą. Świetny pomysł czy przełomowa technologia nie oznaczają jeszcze umiejętności zbudowania firmy. Właśnie dlatego organizacje takie jak Innovaud czy EPFL Innovation Park pomagają przejść drogę od badań naukowych do komercjalizacji, łącząc naukowców z przedsiębiorcami, mentorami i inwestorami.
Zwrócono również uwagę na to, że wiele nowych technologii powstaje nie tylko na uczelniach, ale również w samych przedsiębiorstwach. Dlatego współpraca działa w obie strony. To biznes inspiruje naukę nowymi wyzwaniami, a nauka dostarcza biznesowi rozwiązań, które później trafiają na rynek.

Ciekawostką, która również zapadła mi w pamięć, był fakt, że bardzo wiele startupów technologicznych w regionie wywodzi się właśnie z CERN. To kolejny dowód na to, że inwestowanie w naukę nie kończy się na publikacjach naukowych – bardzo często staje się początkiem nowych firm, produktów i całych branż.
Po południu wróciliśmy do CERN, gdzie mieliśmy okazję zwiedzić centrum dla odwiedzających oraz uczestniczyć w pokazie eksperymentalnym z zakresu fizyki i nauk ścisłych. Ogromne podziękowania należą się Panu Ernestowi Zakrzewskiemu z Nowej Soli za oprowadzenie naszej grupy i podzielenie się wiedzą na temat funkcjonowania jednej z najważniejszych organizacji naukowych na świecie.
Po tym dniu wyszłam z poczuciem, że ten ekosystem naprawdę wydaje się świetnie przemyślany. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że podczas kilkudniowej wizyty widzi się głównie najlepszą stronę danego kraju i nie poznaje wszystkich wyzwań, z jakimi mierzą się tam przedsiębiorcy czy naukowcy. Mimo to trudno było nie odnieść wrażenia, że współpraca nauki, biznesu i instytucji została zaprojektowana w bardzo świadomy sposób.
Dodatkowo po kilku godzinach spędzonych na kampusie EPFL złapałam się nawet na myśli: „Kurczę, aż chciałoby się tutaj studiować.” 😄 Nie tylko ze względu na samą uczelnię, ale przede wszystkim przez atmosferę. Mam wrażenie, że od pierwszego dnia studenci funkcjonują w otoczeniu przedsiębiorców, naukowców i startupów. Innowacja nie jest tam przedmiotem na studiach – jest częścią codziennego życia.

Dzień 4 – FONGIT
Pierwszym punktem programu był udział w Life Sciences Café + Croissant, cyklicznym wydarzeniu organizowanym przez FONGIT we współpracy ze Swiss Biotech Association. Spotkanie rozpoczęło się od prezentacji najnowszego Swiss Biotech Report 2026, w której omówiono kondycję szwajcarskiego sektora biotechnologicznego oraz najważniejsze trendy i kierunki jego rozwoju.

Następnie odbyła się część networkingowa. Frekwencja była naprawdę imponująca. W jednym miejscu spotkali się przedsiębiorcy, founderzy startupów, naukowcy, inwestorzy oraz przedstawiciele instytucji wspierających innowacje. Co ważne, nie było tam podziałów. Wszyscy rozmawiali ze sobą przy kawie i croissantach, wymieniając się kontaktami i doświadczeniami.
Bardzo ciekawym elementem były również 30-sekundowe pitch’e dla chętnych, podczas których każdy mógł powiedzieć, kim jest i czego aktualnie szuka – inwestora, partnera technologicznego, specjalisty czy konkretnej kompetencji. To tylko pół minuty, ale świetnie pokazywało, jak jasno i konkretnie komunikować swoje potrzeby.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zaskoczyła. Każde takie spotkanie rozpoczyna się około pięciominutowym podsumowaniem tego, co wydarzyło się w ostatnim miesiącu w społeczności FONGIT. I właśnie wtedy pomyślałam: WOW. Zupełnie mimochodem pojawiały się informacje, że jeden startup zdobył międzynarodową nagrodę, drugi zamknął rundę finansowania, trzeci nawiązał ważne partnerstwo, a kolejny osiągnął przełom technologiczny. Było to przedstawione bardzo naturalnie, jak cotygodniowe aktualności.

Dla mnie był to chyba najlepszy dowód na to, jak aktywny jest ten ekosystem. Skoro podczas jednego, comiesięcznego spotkania można w kilka minut opowiedzieć o tylu sukcesach lokalnych startupów, to pokazuje skalę tego, co dzieje się tam na co dzień.
Po części networkingowej odbyło się dedykowane spotkanie naszej delegacji z przedstawicielami FONGIT. Mieliśmy okazję poznać model działania organizacji, zadać pytania i porozmawiać o tym, jak wygląda wsparcie startupów od środka.

Jedna rzecz szczególnie zapadła mi w pamięć. FONGIT nie obiecuje sukcesu każdemu startupowi. Wręcz przeciwnie – jeśli eksperci nie widzą potencjału biznesowego projektu, mówią o tym otwarcie. Początkowo wydało mi się to dość bezpośrednie, ale po chwili zrozumiałam, że to ogromna wartość. Szczera informacja zwrotna pozwala przedsiębiorcom szybciej zweryfikować swoje pomysły, zamiast przez lata rozwijać projekt, który od początku nie miał realnych szans na sukces.
Podsumowanie i moje przemyślenia ogólnie
Podsumowując całą misję, najbardziej zaskoczyło mnie nie to, jak rozwinięty jest szwajcarski ekosystem innowacji, ale jak bardzo jest on spójny.
Przez cztery dni odwiedziliśmy organizacje, które na pierwszy rzut oka realizują zupełnie różne zadania – ONZ, CERN, EPFL czy FONGIT. Każda z nich działa w innym obszarze, jednak wszystkie opierają się na tych samych fundamentach: współpracy, transparentności, długoterminowym myśleniu oraz inwestowaniu w ludzi i wiedzę. Ani razu nie odniosłam wrażenia, że odwiedzamy przypadkowe instytucje. Wręcz przeciwnie – każda z nich była kolejnym elementem tej samej układanki.
Najciekawszym wnioskiem, który wywożę ze Szwajcarii, jest jednak coś innego. Mam wrażenie, że Szwajcarzy bardzo świadomie zrozumieli, że ich największym zasobem nie są surowce ani wielkość rynku, ale ludzie. Dlatego od lat budują środowisko, które przyciąga najlepszych naukowców, przedsiębiorców i specjalistów z całego świata, a następnie daje im warunki do pozostania i dalszego rozwoju. Uczelnie współpracują z biznesem, biznes z instytucjami wspierającymi innowacje, a administracja tworzy warunki, które tę współpracę ułatwiają. W efekcie w kraju pozostaje nie tylko kapitał, ale przede wszystkim wiedza, doświadczenie i kompetencje kolejnych pokoleń.
Nie wiem, jak ten system wygląda w codziennym funkcjonowaniu i jestem świadoma, że podczas kilkudniowej wizyty poznaje się przede wszystkim jego najmocniejsze strony. Jednak jeśli choć w dużej mierze działa on w praktyce tak, jak został nam przedstawiony, to trudno dziwić się, że Szwajcaria od lat należy do najbardziej innowacyjnych gospodarek świata.
Choć głównym celem misji było poznanie szwajcarskiego ekosystemu innowacji, równie dużą wartością okazali się ludzie, z którymi miałam okazję w niej uczestniczyć.
Przez cztery dni reprezentowaliśmy województwo lubuskie jako grupa przedsiębiorców z bardzo różnych branż – od nowych technologii, przez przemysł i produkcję, po organizacje wspierające rozwój biznesu. Mimo że na co dzień działamy w zupełnie innych sektorach, szybko okazało się, że wiele wyzwań jest wspólnych. Rozmowy między kolejnymi spotkaniami często były równie inspirujące jak same wizyty. Każdy z nas zwracał uwagę na inne elementy szwajcarskiego modelu, dzięki czemu mogliśmy spojrzeć na ten sam ekosystem z wielu perspektyw.
Osobiście ta misja była dla mnie również bardzo ważnym doświadczeniem.
Jako jedna z młodszych uczestniczek miałam możliwość przez kilka dni obserwować przedsiębiorców, którzy od wielu lat konsekwentnie budują swoje firmy. Słuchając ich rozmów, sposobu analizowania problemów czy podejścia do podejmowania decyzji, uświadomiłam sobie, jak ogromną wartość ma doświadczenie. Nie chodziło nawet o konkretne rady. Bardziej o sposób myślenia, który kształtuje się dopiero z czasem.
To była dla mnie cenna lekcja pokory. Pokazała mi, że prowadzenie firmy to nie tylko rozwój technologii, pozyskiwanie klientów czy kolejne projekty. To przede wszystkim odpowiedzialność, konsekwencja i umiejętność podejmowania decyzji przez wiele lat – również wtedy, gdy pojawiają się trudności.
Wracam z tej misji z dużą dawką inspiracji, ale też z przekonaniem, że warto jak najczęściej wychodzić poza własną branżę i rozmawiać z ludźmi, którzy mają inne doświadczenia. Czasami właśnie takie rozmowy pozwalają spojrzeć na własny biznes z zupełnie nowej perspektywy.
Mam również poczucie, że jako delegacja pokazaliśmy w Szwajcarii coś bardzo ważnego – że województwo lubuskie to region ludzi przedsiębiorczych, otwartych na współpracę i gotowych budować relacje wykraczające poza granice Polski.



















